IMG_4450

“Gościnne Wpisy – “Rejs i Po Rejsie”

W dzisiejszym poście kolejna część Gościnnych Wpisów, jest to relacja Wiesia „Infinity” który spędził na Bantayane miesiąc czasu. Z mojego punktu widzenia po tym okresie opuścił wyspę jako inny człowiek: wyluzowany, uśmiechnięty i z dużym dystansem do życia. Tak jak wszyscy zakochał się w tym miejscu i wraca do nas w przyszłym roku. W materiale zawarte jest krótkie sprawozdanie z wyprawy, naprawdę fajny filmik który dobrze ukazuję klimat tutaj oraz sporo ładnych zdjęć.
Wraz z dzisiejszym wpisem zmieniliśmy layout naszej strony. Z czasem będzie ona rozbudowywana i ulepszana. Mamy nadzieję, że się Wam podoba.

„Witam wszystkich fanów bloga BreakDaCycle. Na wstępie musze przyznać, że do wyjazdu na Filipiny przekonała mnie lektura tego bloga. Rok temu byłem w Tajlandii i tak mi się tam spodobało, ze postanowiłem odwiedzać ten kraj każdej zimy (tej europejskiej). Chyba tak na jesieni zmieniłem plany. Cel Bantayan a potem się zobaczy co dalej. W połowie marca wylądowałem w Manili, tego samego dnia Cebu City. Nic nie zwiedzałem w tych miastach, ponieważ wychodzę z założenia że najlepiej operacje zwiedzania miast wykonuje się poprzez Internet, w przeciwnym wypadku można doznać dużego rozczarowania. Nie dotyczy to podziwiania natury. Tu bezpośredni kontakt jest nieodzowny. Może niektórzy z Was uznają mnie za jakiegoś prostaka i gbura, ale musze powiedzieć, że widok objuczonego turysty który zasapany musi zaliczyć kolejną pozycje z przewodnika jest dla mnie niezrozumiały. Ja po prostu jadę na urlop żeby wypić, zakasić i ogólnie się zrelaksować. Architekturę czy historie lepiej oglądać na monitorze( choć przyznaje, że nie zawsze). Już pierwszego dnia pobytu na Bantayane popełniłem błąd przy wyborze kwatery. Uparłem się, że musze mięć domek na plaży nad samym morzem i w efekcie za klitkę o wielkości ok.15 m2 zapłaciłem za cały miesiąc 24 tys. peso. Wspomniani tu kilka wpisów wcześniej Paulina i Wojtek płacili połowę tej sumy za dom 100m2 i oddalony od plaży jakieś 200m. A wiec jeżeli ktoś planuje pobyt na kilka tygodni to na pewno lepsza opcja jest wynajem całego domu. Posiłki można jadać w restauracji gdzie za obiad zapłacimy 200-300 peso lub w garkuchniach za 40-60 peso. Nie mam porównania z innymi krajami tego regionu, ale kuchnia tajska jest zdecydowanie lepsza od filipińskiej przy podobnych cenach. Za to palacze i turyści nie wylewający za kołnierz znajda na Filipinach swój raj. W porównaniu z Europą można powiedzieć, że palimy i pijemy za darmo.

Na wyspie byłem 4 tygodnie i jakoś się nie nudziłem. Po prostu zależy kto czego oczekuje i na co się nastawia. Jeżeli ktoś odczuwa głód wiedzy i chęć poznawania rożnych krajów i kultur to potraktuje takie miejsce jako 2-3 dniowy przystanek na złapanie oddechu. Mi w zupełności wystarczało do szczęścia leżenie na plaży i wieczorem kilka szklaneczek z nowymi znajomymi. Może jestem już za stary na jakieś gonitwy. W międzyczasie byłem tylko 3 dni w Legazpi gdzie chciałem podziwiać wulkan Mayon ale pogoda nie dopisała i szczyt wulkanu był spowity chmurami. Jednak największa atrakcją i największym bogactwem Filipin są sami mieszkańcy. Uśmiechnięci i pogodni pomimo wielu niedostatków. Bardzo ufni i łatwowierni. Podam przykład. Kolega Tomek naopowiadał w knajpie dziewczynom, że Polacy są znani na całym świecie z tego ze są najlepszymi łowcami wampirów. Wszystkie wampiry w Polsce są już wytępione dlatego jeździmy za nimi do Niemiec i Anglii, gdzie jeszcze się ich trochę zachowało. Na drugi dzień przy śniadaniu opowiadałem tą historie w resorcie gdzie mieszkałem jako żart. Jednak żarty się skończyły kiedy obsługa zaczęła z wypiekami na twarzy wypytywać mnie o to jak wyglądały te wampiry, czy to były kobiety czy mężczyźni itd. Chcąc nie chcąc musiałem ciągnąc ten bajer dalej. Reasumując jestem z tego wyjazdu bardzo zadowolony. Do tego stopnia, że w lutym ponownie wybieram się na Bantayan ,tym razem na trochę dłużej.”
Pozdrawiam,
Wiesław

 

Pozdro
Grochu