Filipiny – raj na ziemi? Część 2 „Koszty życia, klimat i przyroda”

 

Na początek garstka aktualności. 7 kwietnia przyjechała do nas Agnieszka, napiszę tylko że strasznie blado wygląda. Pojechaliśmy w końcu na polowanie na jaszczury, mamy trochę materiałów wideo, ale niestety Filipińczycy znaleźli tylko jednego gada i do tego spieprzył im. Mają się do nas odezwać jak coś upolują. Jutro z Grochem robimy wspólny balet urodzinowy.

 

Koszty życia

Filipiny są niezwykle atrakcyjne jeżeli chodzi o koszty życia.

  • Wynajęcie ponad 100m. domu z ogrodem i wielkim wykonanym z bambusa barem wpełni użądzonym – 15000 peso miesięcznie.
  • Wynajęcie 100m domu w turystycznym miasteczku Santa Fe – 7000 peso.
  • Postawienie bambusowej chaty na poletku u zaprzyjaźnionej lokalnej rodziny – koszt bambusa rumu i zagrychy a potem 0 peso miesięcznie.

Koszty żywności są jeszcze bardziej atrakcyjne co możecie sprawdzić w kategorii „ceny” na naszej stronie.

Nie ma problemów z wizami jeśli chodzi o przedłużanie, można to robić w nieskończoność bez konieczności opuszczania kraju (chociaż w Filipińskiej ambasadzie w Warszawie mówili co innego). Istnieje też wiele sposobów na uzyskanie karty stałego pobytu.

Koszty usług również atrakcyjne.

  • Transport trajcyklem do pobliskiego miasteczka oddalonego o 5 km 20 peso
  • Usługi krawieckie 20 peso za np. wszycie nowego rozporka J
  • Wizyta u prywatnego lekarza 150 peso

Klimat i przyroda

Filipiny to 8000 wysp leżących w dwóch strefach klimatycznych, więc opisanie tego tego zagadnienia dla całego kraju zdecydowania mnie przerasta. Ograniczę się tylko do Bantayanu. Temperatura z tego co zaobserwowałem niezmiennie 32 stopnie. Podczas polskiej zimy prawie w ogóle nie pada natomiast latem mamy porę deszczową, na szczęście nie ma to nic wspólnego z monsumami n.p. w Indiach. Po prostu raz dziennie przez około 30 min mamy urwanie chmury. Więc nie jest wcale tak strasznie.

Ze zwierząt to mamy tu pełno jaszczurek, ropuch, krabów, nietoperzy więc poza jaszczurami gigantami nie ma na lądzie tu raczej nic nadzwyczajnego. Udało mi się w końcu te jaszczury zidentyfikować więc wrzuciłem je na zdjęcie do posta. Wszystkich obrońców praw zwierząt uspokajam, to nie jest waran z komodo. Muszę też opisać tu genialny pomysł Filipińczyków na połów owoców morza z raf koralowych. Otóż umieszczają w rafie koralowej ładunek wybuchowy. Po detonacji wystarczy zebrać wszystkie żyjątka z powierzchni wody i jesteśmy nieźle zarobieni. W ten sposób idioci załatwili sobie całą rafę koralową do okoła wyspy. Organizacje ekologiczne na zachodzie powinny się bardziej zainteresować takimi sprawami a nie jakimś globalnym ociepleniem.

 

 

 

 

 

 

  • Randka z Filipinką