fit-520x390-(10)

“Walki kogutów”

 

Kolejny dzień na Filipinach. Tym razem pojechaliśmy na walki kogutów. Naprawdę niesamowite przeżycie. Wąskimi uliczkami dotarliśmy do areny. Gdzie spotkało nas kilkadziesiąt spojrzeń lokalnych cwaniaczków. Po paru minutach się z nami oswoili i wynajęliśmy sobie po stołku za 10P (tylko ze stołka widać co się dzieje na placu boju). Zasady proste walka na śmierć i życie, czasami zdarza się również ucieczka lub bardzo wyrównana walka którą się przerywa gdy oba koguty są w podobnym, nie za fajnym stanie. Po arenie chodzi „prowadzący” i zbiera kasę, wszyscy krzyczą i machają. Musicie zobaczyć fotki tych ludzi oraz tego miejsca. Obstawiliśmy dwie walki obie rozstrzygnięte przez śmierć jednego z kogutów. Obie wygrane przez nas, wyszliśmy z 1000P na czysto. Koguty po śmierci od razu są skubane na miejscu i idą do gara. Podobno taki kogut jest prawdziwym przysmakiem. Jeżeli kogoś bulwersują takie nie poprawne politycznie sytuacje napisze tylko że koguty zanim jeszcze człowiek wynalazł ten sport był tylko od dwóch rzeczy w tym właśnie od walk. Mają 100 razy lepiej niż te lerzące zafoliowane w TESCO. Ale chyba nie potrzebnie to tłumacze.

Po walce pojechaliśmy na targ gdzie na początku uczciliśmy naszą wygraną a następnie zakupiliśmy przed chwilą złowione ryby z rafy koralowej, orazjakąś morską zieleninę. Po powrocie odpaliliśmy grila. Zdecydowanie najlepsze rzecz jaką do tej pory tu jadłem. Świeżusieńka soczysta ryba z sosami własnej roboty oraz kwaskowatą sałatką z surowych wodorostów.

Po kolacji skapowałem się że trochę dziwnie pachnę gdyż robiłem sobie fotki z jakimś 20 kg potworem na targu rybnym. Szybki prychol i z Grochem skoczyliśmy jeszcze do Ginzy. Chyba definitywnie odpuścimy sobie to miejsce.

Po powrocie nie mogliśmy poznać naszej plaży, księżyc w pełni i w zenicie zrobił z nią coś niesamowitego ( woda w oceanach bardzo się zmienia pod wpływem pola magnetycznego księżyca). Nie będę o tym dalej pisał bo pomyślicie że coś mi się na mózg rzuciło. Zapraszam na Bantayan podczas pełni.

Internet tutaj działa mi potwornie na nerwy. Poprosiłem Gerego żeby mi coś ogarnął w Cebu z dsl-em na parę tygodni. Trzeba budżet podreperować.