DSC_0351

„Kolejny Triumf Natury”

Witam Wszystkich!

Jak tytuł wskazuje dzisiaj będzie o naturze i jej mocy. Ostatnio często poruszam ten temat, ale po prostu co chwile mam nowe doświadczenia związane z tym zagadnieniem. Głównym tematem będzie moje kolejne uzdrowienie dzięki medycynie naturalnej oraz inne przyjemne tematy z tej dziedziny. Natura jest niesamowita, po pierwsze jej produkty potrafią leczyć człowieka o wiele lepiej niż różne leki. Po drugie można w niej znaleźć tysiące różnych zajawek. Przebywając w śród niej człowiek nie jest w stanie się nudzić. Zapraszam.

Kolejne uzdrowienie dzięki naturze

Tak jak pisałem w poprzednim wpisie, ostatnie tygodnie spędzam na załatwianiu wizy do PL, ale teraz mieliśmy małą przerwę i zająłem się ogarnianiem ogródka. Podczas jednych z prac w ogrodzie coś ugryzło mnie w uszy. Czułem tylko jak jakieś małe muszki wlatują do środka i to wszystko. Po 2 godzinach obydwa aparaty słuchowe zaczęły trochę swędzieć. W nocy obudziłem się ze strasznym bólem i czułem, że coś jest nie tak. Pobiegłem do lustra sprawdzić co się dzieje. Przeraziłem się maksymalnie bo ujrzałem w odbiciu, że moje uszy są niewyobrażalnie spuchnięte. Opuchlizna była tak duża, że nawet nie było widać otworu do środka ucha. Powiem szczerze, że spanikowałem. Nigdy w życiu czegoś takiego nie miałem i też nie wiedziałem do końca co się stało. Na drugi dzień była już tragedia, mega opuchlizna, ból i gorączka. Przyszedł teściu i powiedział mi, że najprawdopodobniej pogryzły mnie lokalne małe muszki które noszą nazwę „Apipinig” i właśnie specjalizują się w gryzieniu okolic ucha oraz lubią wlatywać do środka. Powiedział, że w sumie to mam szczęście, że nie ugryzły mnie wewnątrz. Tym razem teściu nie był w stanie mi doradzić czym to wyleczyć i z przyzwyczajenia zacząłem pytać „białych” czy nie mają jakiś środków na ostre ugryzienia. Niestety nikt nie miał żadnych sprzętów na tą przypadłość więc udałem się do apteki. Zakupiłem różne leki o wartości około 25 pln. Zacząłem leczenie chemią i było coraz gorzej. Na drugi dzień zaprosiłem do siebie mojego wujka Huberta (filip) i pokazałem mu moje słoniowate uszy. Gościu zapytał mnie: „co i gdzie mi się to stało oraz jakie leki biorę”. Po krótkim namyśle powiedział, że to wszystko mogę wyrzucić do kosza i zaraz mi pomorze. Poszedł do mojego ogródka i przyniósł parę liści, do tego wziął surowy ryż i zaczął go przeżuwać.

Najpierw nałożył na uszy papkę z tego ryżu a następnie na to położył zmiażdżone liście. Ok,  akcje z liśćmi rozumiem ale o co chodzi z tym ryżem. Podobno ryż wyciąga stany zapalne oraz gorączkę – w szoku. Wujek powiedział żebym ten okład trzymał przez całą noc i jutro nie będzie śladu. Tak się stało. Kolejny raz robię ukłon do potęgi natury. Na drugi dzień nie było już prawie żadnych objawów. Jaki jest morał? Na leki wydałem pieniądze i które w ogóle mi nie pomogły. Na naturalne leki nic nie wydałem, liście prosto z ogródka i kilka ziarenek ryżu. Dzięki tym dwóm specyfikom w kilka godzin nie było śladu po ugryzieniu. MOC !!! Mam kolejny dowód na to, że medycyna naturalna rządzi i następnym razem na pewno nie będę szukać pomocy w śród „białych”, koniec z apteką i lekami. Pierwsze co trzeba robić w takich przypadkach to zwrócić się o pomoc do tubylców. Poniżej zdjęcie tej roślinki która mi pomogła, a nosi ona nazwę „Hagunoy”

Zbuduj Własną Rafę

Teraz o tym jak można sobie fajnie spędzić czas przebywając w śród natury. Ostatnio pływając sobie w morzu natrafiłem na ciekawą konstrukcje. Była to przez kogoś zbudowana mini rafa. Tzn. ktoś pozbierał kawałki różnych kamieni, kawałki rafy i dzięki tym różnym elementom powstała mini rafa. Na maksa spodobał mi się ten projekt ponieważ w pobliżu tej konstrukcji jest pustkowie, pojedyncze kawałki korala są porozrzucane po całym terenie i do najbliższej prawdziwej rafy jest około 150m a dla różnych rybek zawsze przyda się dodatkowe schronienie. Bez chwili namysłu obok zacząłem budować swoją mini rafę i słuchajcie po około 20 minutach przybyło sporo rybek, naliczyłem 4 różne gatunki a to dopiero początek. Zamierzam rozbudowywać tą konstrukcje. Generalnie fajna zajawka i wydaję mi się, że wniesie coś dobrego dla podwodnego świata. Niektórzy maja akwarium w domu a ja mam swoją mini rafę. Na początku miałem tylko problem z odnalezieniem tego miejsca następnego dnia ale teraz przywiązałem sznurek z kawałkiem styropianu który działa jako spławik i jako znacznik. Polecam!

Ogród – Ciąg Dalszy

Generalnie temat rzeka, ciężka praca i człowiek ma czasami już dosyć ale rezultaty wynagradzają to wszystko. Rozpocząłem w końcu ściółkowanie, tutaj chciałbym wszystkim podziękować za rady dotyczące różnych metod i materiałów. Zastanawiałem się jakiś czas co użyć do ściółkowania, chodziło mi o to żeby zrobić to jak najmniejszymi kosztami oraz co łatwo tutaj dostać. Wystarczyło rozejrzeć się dookoła siebie i od razu miałem odpowiedź.

A więc najpierw ścięliśmy liście z drzew bananowca – koszt = 0. Są duże, szerokie i jest ich mnóstwo. Na początku wyłożyliśmy nimi cały teren gdzie rosną warzywa, zrobiliśmy tylko małe dziury na wyrastające krzaki. Kolejną warstwę wyłożyłem wiórami ze ściętych palm kokosowych, za 40 kg płacę około 10 groszy, więc koszta małe. Już po kilku dniach widać efekty. Po pierwsze działa to świetnie na warzywa jako użyźniacz. Po trzech dniach papryka, chili oraz bakłażany obrodziły sporą ilością owoców. Po drugie ładnie to wygląda, przyjemnie się po tym chodzi i jak na razie nie rośnie ta cholerna trawa. Na kolejną warstwę chcę użyć pozostałości z uprawy kukurydzy, ale na to muszę poczekać. Przewidywany koszt = 0.

Nowości w moim ogrodzie. Udało mi się wyprodukować kilka krzaków róż. Generalnie na wyspie róże są rzadko spotykane.

Zrobiłem małą szkółkę dla sadzonek różnych kwiatów. Część idzie do ogródka a drugą część odsprzedaje „białym”. Staram się mieć kwiaty które są rzadkie, ładnie wyglądają oraz łatwo rosną.

Mój sąsiad też złapał zajawkę na uprawę różnych warzyw, również ze względu na to że ceny skoczyły trochę w górę. Poniżej zdjęcie pokazuję jego teren i ciekawą konstrukcje. Zobaczymy jak dalej będzie to rozbudowywać.

Prawo Jazdy na Filipinach

Temat ten ma raczej mało wspólnego z naturą ale pomyślałem, że warto się podzielić z Wami tymi informacjami. Ostatnio moja koleżanka, Paulina która też mieszka na Wyspie zdała na Cebu filipińskie prawo jazdy. A więc sprawa wygląda następująco:

Opłaty: Jak chcemy załatwić całą procedurę bez kolejki to całkowity koszt wynosi 3 000 peso.

Jeżeli mamy dużo czasu, cierpliwości i lubimy stać w kolejce to koszt wynosi 800 peso + 350 peso (badania lekarskie).

Egzamin: Najpierw trzeba objechać plac w około i zaparkować. To wszystko. Nie ma żadnych linii, znaczników, specjalnych miejsc i wymiarów.

Na teście pisemnym jest 40 pytań, odpowiedzi ABC. Jest nieograniczony czas. Jeżeli ktoś uczył się do zdawania egzaminu w Polsce to ten egzamin będzie dla niego przedszkole. Po tej procedurze dostaję się od razu papierek pozwalający jeździć z osobą która ma już prawko. Po kilku tygodniach otrzymuję się już ten prawdziwy dokument i wygląda spoko, o wiele fajniejszy niż w PL. Paulina otrzymała od razu prawko A i B. Żeby zdawać prawo jazdy na filipinach nie musimy zaliczać żadnych kursów, wchodzimy z ulicy i od razu zdajemy. W Polsce na filipińskim prawku  możemy spokojnie jeździć albo wymienić na polskie za 70 pln. Nic tylko zdawać prawo jazdy na Filipinach.

Na dzisiaj to tyle. Pozdrawiam Wszystkich Gorąco

Grochu