fit-520x390-(62)

“Tropikalne szerszenie, duchy, stolec i marynata”

 

Właśnie pisze tego posta z domku na farmie mojego sąsiada. Jest on oddalony od mojego domu około kilometra a łapie tam bardzo dobry zasięg. Pewnie dlatego ze stoi w środku pola kukurydzy a nie jak mój dom który stoi w środku lasu palmowego. Myślę że najprawdopodobniej kokosy zakłócają sygnał u mnie. Miejsce było by bardzo przyjemne gdyby nie gniazdo tropikalnych szerszeni.

 

Nie są agresywne ale trudno się skupić kiedy latają koło głowy. Gdy powiedziałem gospodarzowi co ma w domku to powiedział tylko że to bardzo dobrze bo to jest znak progresu. Pomału te ich przesądy zaczynają być irytująca n.p. mrówki w domu przynoszą szczęście (tylko czarne) a jak się zabije mysz to przyjdzie później 2 razy więcej myszy. Ostatnio też odwiedził mnie monstrualny pająk. Skurczybyk nawet nie uciekał taki kozak. 5 razy musiał dostać z miotły od Mindy żeby zdechnąć. W mojej okolicy takich pająków się nie widuje a na mojej ścianie zauważyłem go minutę po tym jak otworzyłem plecak. Więc najprawdopodobniej wlazł do niego na farmie i go sobie sympatycznie przywiozłem w plecaczku.

 

Jak chcę tylko sprawdzić na szybko maila a w domu nie mogę się połączyć to idę 200 metrów i siadam na studni pod starym drzewem. Ostatnio złapało mnie parę osób na GG więc się zasiedziałem trochę aż do momentu kiedy zrobiło się totalnie ciemno. Po powrocie do domu wszyscy zaczęli się mnie wypytywać czy nie spostrzegłem tam jakiś dziwnych rzeczy bo tam się w nocy dzieją różne nadprzyrodzone akcje. Niektórzy widzieli jak drzewo zaczyna się wyginać i wchodzić na drogę, inni jakieś fruwające kule ognia. Nie specjalnie wkręcam się w duchy (chociaż na filipinach ten temat jest na porządku dziennym codziennie docierają do mnie wiadomości że ktoś jakiegoś widział) ale jak sobie zacząłem przypominać moje posiedzenie pod drzewem to cały czas wydawało mi się że ktoś koło mnie chodzi i kontem oka widziałem jakieś ruchy ale gdy podnosiłem głowę znad laptopa wszystko znikało. Na zdjęciu właśnie to drzewo, fotka tego dobrze nie oddaje ale z punktu widzenia osoby siedzącej na studni centralnie wygląda jak twarz starej kobiety z profilu.

 

 

Grochu w swojej słynnej serii „Paranormal Activity” nie wspomniał nic o nawiedzonych drzewach więc przytoczę kilka wydarzeń który miały miejsce w przeszłości w moim sąsiedztwie.

 

Na terenie szkoły podstawowej obok mnie rosło wielkie drzewo z którym wiążą się dziesiątki opowieści. Na przykład pewien kierowca trycykla odebrał kiedyś z portu niezwykle przystojną/piękną parkę. Kierowali go gdzie ma jechać i dowiózł ich do bardzo pięknego białego domu. Pożegnali się i weszli do środka. Parę tygodni później napomnoł o tym przy piwie mojemu znajomemu, który mieszka obok mnie. On mu na to powiedział, że takiego domu tutaj nie ma i nigdy nie było, poszło o zakład i kierowca trycykla zabrał mojego sąsiada w to miejsce. Okazało się że zawiózł go w miejsce w którym właśnie rosło to drzewo.

 

Zawsze gdy ktoś przymierzał się do jego wycięcia zaczęły przytrafiać mu się dziwne rzeczy i w końcu odstępował od planów. Jednak pewnego razu dyrektorka szkoły zleciła wycinkę która zakończyła się sukcesem. Po 9 dniach znaleziono ją martwą. Drewno zostało wykorzystane do produkcji mebli i po miesiącu w miejsce gdzie drzewo rosło podjechała ciężarówka właśnie wypełniona tymi meblami na kwitku do przesyłki  był ten adres a za meble ktoś już zapłacił.

 

Ciekawą sprawą jest również że nasz znajomy obcokrajowiec który zawsze zarzeka się że w duchy nie wierzy i naśmiewa się z tutejszych ludzi jeśli chodzi o tą kwestię skorzystał z okazji i za grosze zabrał sobie wielkie łóżko z tej dostawy. Ostatnio po paru butelkach rumu zauważyliśmy że wystawił je przez dom, jako że był już trochę wypity przyznał się że nawiedzają go we snach jego zmarli przodkowie i ciągle powtarzają żeby je spalił bo to jest bardzo złe drewno…

 

Zmienię teraz temat na bardziej przyziemne sprawy czyli kwestie kibla. Jak może niektórzy wiedzą własnego nie wybudowałem tylko korzystam z takiego który jest na dole przy kuchni i jak łapie mnie mega nieukształtowany stolec to zawsze w porze rodzinnego śniadania. Zaczęło to być już trochę irytujące więc użyłem swojej nad przeciętnej inwencji i zakupiłem miejscowy wynalazek – nocniko wiadro. Postawiłem je na tarasie i nie ma porównania. Wschód słońca nad oceanem papierosek it.d. Czyli cały czas do przodu.

 

 

Na pewno wszystkich interesuje z czego składa się mój stolec. Ostatnio zacząłem wprowadzać do jadłospisu proste sprawdzone polskie potrawy. Na początek jabłka w cieście wyszły bardzo dobrze ale miejscowi uznali mnie za świra bo tak to się przyrządza ananasy a nie jabłka. Na drugi dzień placki ziemniaczane, tez wyszły nieźle i nawet miejscowi nie wybrzydzali. Ostatni mój sukces kulinarny to marynowana papryka. Tutaj nie znają marynowania bo oczywiście tu nie ma zimy. Tym to już się wszyscy strasznie zajadali a nawet całą zalewę octową opieprzyli ze słoika.

 

Niech się wszystkim żołądek nacieszy. Nie przesadzajcie z mortadelą. Pozdrówki!